Dzisiaj jest Friday, September 3, 2010. Imieniny Joachima, Liliany, Szymona » Złóż życzenia na Familie.pl
Zaproś na imprezę

Tak właśnie żywe mięso idzie na śmierć

2010-02-07 00:00:00

Wrzaskiem, kopniakami, razami pręta po grzebiecie wygania się je z samochodu. Jeśli któraś nie może, bo ma połamane nogi, to na te nogi daje się łańcuch i się wyciąga. Ich kwiczenie z bólu przyjmuje się z obojętnością i kamienną twarzą.

Oto przejmująca relacja naszego reportera z bartoszyckiej rzeźni, gdzie zwierzęta traktuje się jak żywe mięso.

Przypadek sprawił, że stałem się świadkiem makabrycznego przedstawienia. Jadąc ul. Nowowiejskiego, minąłem jadącą z naprzeciwka ciężarówkę wiozącą zwierzęta. Słychać charakterystyczne kwiczenie. To świnie. Jadą do pobliskiej rzeźni. Przeczucie podszepnęło mi, żeby zawrócić i pojechać za ciężarówką.

Trasa jest krótka, ulicą Prusa w dół, otwarta brama, za nią plac i punkt skupu żywca. Parkując samochód kilkanaście metrów od ciężarówki, nie przypuszczałem, że za chwilę będę świadkiem prawdziwego koszmaru.

Pałką, kopniakami, bo same nie wyjdą Ciężarówka podjeżdża do rampy, opuszcza się hydrauliczny podest, po którym zwierzęta mają zejść do budynku. Kierowca, młody chłopak, wychodzi z ciężarówki, wyjmuje z kabiny gumowce, bierze do ręki przedmiot wyglądający jak metalowy pręt, po czym wskakuje na podest i podnosi kratę.

Zwierzęta nie chcą wyjść. Mężczyzna „pomaga” im kopniakami, bije gdzie popadnie prętem. Rozlega się przeraźliwy kwik. Przerażone zwierzęta tłoczą się w kącie, jak najdalej od oprawcy. Ten nie daje za wygraną, wchodzi w zbitą gromadkę i razami pałki zmusza je wreszcie do wyjścia. Zwierzęta są całe pokryte własnymi odchodami.

Pojawiają się pracownicy rzeźni ubrani w białe, poplamione krwią kombinezony. Kopniakami poganiają zwierzęta. W środku znikają wszystkie oprócz jednej. Bicie i kopanie nie pomaga, zwierzę za nic nie chce wyjść. Wszedłem na rampę. Z góry widać każdy szczegół tego przerażającego dramatu. Zwierzę nie może wstać.

Weterynarz stwierdza, że świnia ma skręcone tylne nogi, kręci głową, wyraźnie oburzony mówi coś o skandalicznych warunkach transportu. Nie jest jednak w stanie nic zrobić. Jeden z pracowników rzeźni na tych tylnych, bezwładnych nogach okręca łańcuch i bez ceregieli wywleka zwierzę.

Sięgam do kieszeni po komórkę, pospiesznie zaczynam robić zdjęcia.

Zwierzę przeraźliwie kwiczy, ale na mężczyźnie nie robi to żadnego wrażenia. W ustach cały czas trzyma papierosa. Gdyby to było w USA, to by mógł zastrzelić Zmaltretowane zwierzę zostaje zrzucone z rampy na ziemię. Robię kolejne dwa zdjęcia. Wtedy zauważa mnie dyrektor rzeźni, biegnie w moim kierunku.

W tej samej chwili jak spod ziemi wyrasta przede mną pracownik ubojni. Chwyta mnie za poły kurtki i przyciska do ściany. Prosto w twarz wykrzykuje wyzwiska. Każe oddać telefon, grożąc pobiciem. Odmawiam. W odpowiedzi dostaję cios w głowę.

— Pedale, oddaj telefon, bo cię zaje...! — drze się mlody mężczyzna. Jakoś udaje mi się wyrwać, choć dostaję kolejny cios w głowę. Podbiegam do weterynarza, prosząc go o komentarz, ten tylko w milczeniu spuszcza głowę i chowa się w budynku.

Zamieszanie przybiera na sile, jedni pracownicy krzyczą na mnie, inni na wyraźny rozkaz dyrektora zamykają bramę, uniemożliwiając mi wyjazd. Chowam się w samochodzie, zamykam od środka.

Podchodzi dyrektor. Informuje mnie, że bezprawnie wkroczyłem na jego teren i gdyby to było w USA, to by mógł mnie zastrzelić. Zapowiada, że nie wyjadę, dopóki nie oddam zdjęć.

Proszę go, żeby wezwał policję. Odmawia i odchodzi, każąc mi przemyśleć sprawę. Wybieram 997, wkrótce przyjeżdża policja. Mogę już opuścić to przerażające miejsce.

Nie było wyjścia, jak tylko łańcuszkiem
Pokazaliśmy zdjęcia z rzeźni Piotrowi Jaworskiemu, krajowemu inspektorowi Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

— Jeśli ta świnia na zdjęciach żyła, to pracownicy rzeźni złamali ustawę o znęcaniu się na zwierzętami i nakaz ministra rolnictwa o humanitarnym traktowaniu i metodach uboju — nie ma wątpliwości Jaworski. — Dostarczone do ubojni, niezdolne do samodzielnego przemieszczenia się zwierzęta nie mogą być przeciągane na stanowisko ubojowe. Takie zwierzę powinno się uśmiercić na miejscu lub przetransportować ją na miejsce uboju wózkiem, żeby nie spowodować dodatkowych cierpień tego zwierzęta. W rzeźni nie mają sobie nic do zarzucenia.

— Ta świnia była w stanie agonalnym i nie było innego wyjścia, jak tylko łańcuszkiem ściągnąć ją z samochodu — twierdzi pełnomocnik właściciela rzeźni. — To zwierzę spadło na śnieg. Potem wózkiem przewieźliśmy ją do na miejsce uboju. Lekarz weterynarii stwierdził, że mięso tej świni nie nadawało się do spożycia, dlatego przekazaliśmy ją do utylizacji.

Bartoszycka policja wszczęła postępowanie wyjaśniające w tej sprawie.

— Jeśli okaże się, że pracownicy rzeźni znęcali się nad tym zwierzęciem, sprawę skierujemy do sądu — zapowiada Robert Koniuszy z Komendy Powiatowej Policji w Bartoszycach. Piotr Jaworski zapowiada, że gdy ta sprawa trafi do sądu, TOnZ wystąpi jako oskarżyciel posiłkowy. A już teraz skieruje wniosek do powiatowego inspektora weterynarii w Bartoszycach o skontrolowanie tej rzeźni.

rp, miron