Obecna sytuacja jest dużym sprawdzianem dla harcerskiej służby

2020-04-18 18:26:57(ost. akt: 2020-04-18 18:39:09)

Autor zdjęcia: Archiwum Hufiec ZHP Bartoszyce

NASZA ROZMOWA|| Z reguły mieszkańcy są wdzięczni. Jednak zdarzają się sytuacje, w których niektórzy traktują nas jak tanią siłę roboczą — mówi phm. Paweł Wołoch, Komendant Hufca ZHP Bartoszyce. Jak w czasie pandemii wyglądają działania harcerzy?
— Masz wrażenie, że obecna sytuacja to swego rodzaju sprawdzian dla was?

— Zdecydowanie jest to dla nas sprawdzian. Pierwszy raz od dawna przyszło nam sprawdzić się w tym, do czego się przygotowujemy. Sytuacja kryzysowa zwykle jest nagła, tutaj jednak mieliśmy trochę czasu, by zorganizować swoją służbę. Jednakże obecny przeciwnik jest niewidoczny, a to stwarza jeszcze większe zagrożenie.

Mimo tego każdy z nas nie zawahał się podjąć służby. To świadczy o działaniu naszego systemu wychowawczego oraz o tym, że słowo służba nie jest dla harcerzy sloganem. Nasi poprzednicy też walczyli, tylko nieco inaczej. Dzisiejsza pandemia jest dla nas wszystkich ciągle czymś nieznanym. Szyjemy maski, robimy zakupy, oddajemy krew.

— W jakimś stopniu byliście przygotowani na pracę, którą teraz na co dzień wykonujecie?

— Decyzja o podjęciu służby była bardzo szybka. Na wypadek kryzysu przygotowujemy się na zbiórkach, kursach. Wiemy też, jak pomagać innym, ale nigdy nie planowaliśmy działać w zagrożeniu epidemiologicznym. Szybko zaczęliśmy zmieniać nasze wewnętrzne procedury. Działania podjęła też Główna Kwatera ZHP, która wraz z Głównym Inspektorem Sanitarnym przygotowała dla nas wymagania oraz szkolenie o zakażeniach epidemiologicznych.

Kolejna sprawa to materiały. Gdyby nie takie osoby jak pani Beata Wolska i Dom Pomocy Społecznej w Kamińsku, tej służby raczej byśmy nie zaczęli. To oni dostarczyli nam pierwsze maski, płyny i rękawiczki. Sprzęt ochronny jest dziś deficytem, jednak dla wolontariuszy jest niezbędny. To właśnie oni godzinami stoją w sklepach, chodzą po ulicach, odwiedzają mieszkania. Nigdy nie wiadomo co i gdzie nas spotka. Przygotować się musieliśmy na każdą okoliczność. Nawet najgorszą.

— Ile osób jest zaangażowanych w codzienną pracę?

— Do gotowości do służby powołaliśmy Harcerski Zespół Reagowania Kryzysowego COVID-19. Ci ludzie zarządzają wolontariuszami z Bartoszyc, Bisztynka, Sępopola, Górowa Iławeckiego. Obecnie jest to 14 wolontariuszy, którzy codziennie są do dyspozycji mieszkańców powiatu.

— Na czym polega wasza praca?

— Powołaliśmy numer alarmowy 726-216-864. Mogą na niego dzwonić osoby potrzebujące wsparcia w postaci zrobienia zakupów, wyrzucenia śmieci, zrobienia opłat, wysłania poczty, wykupienia recepty.

Dystrybutor numeru weryfikuje daną osobę. Szczególnie to, czy jest zdrowa, czy rzeczywiście pomoc musi trafić do niej w pierwszej kolejności. Następnie przydziela wolontariusza, podaj mu adres. Wolontariusz telefonicznie kontaktuję się z osobą potrzebującą i podejmuje zadanie. Oczywiście wszystko w środkach ochrony osobistej oraz bez kontaktu. Takich telefonów jest dziennie kilkanaście.

— Kto się do was zwraca?

— Głównie seniorzy. Staramy się pomagać przede wszystkim osobom samotnym. Tych, którzy mają rodziny, sąsiadów namawiamy, by ich prosili o pomoc. Zgłaszają się osoby chore, jak i zdrowe, które boją się wyjścia z domu. Weryfikujemy też, czy takie osoby nie korzystają z pomocy MOPS lub PCK. My chcemy być szczególnie dla tych całkowicie samotnych, bo mamy świadomość, że jest ich wiele.

— Jak robicie zakupy osobom starszym, to o co one najczęściej proszą?

— Najczęściej są to produkty spożywcze codziennej potrzeby: chleb masło, mleko, kiełbasa, woda.

— Z jakim odzewem się spotykacie?
— Z reguły mieszkańcy są wdzięczni, dziękują wolontariuszom. Jednak zdarzają się sytuacje, w których niektórzy traktują nas jak tanią siłę roboczą. Jesteśmy wzywani do pomocy, stawiamy się, a seniora nie ma, bo spaceruje po mieście, a od nas oczekuje pracy z drewnem. Nie na tym to polega. Nie będziemy wykonywać prac, narażać się dla osób, które zwyczajnie tego nie potrzebują.

Zdarzają się też ludzie bardzo nieprzyjemni. Niektórzy traktują nas jak opiekę społeczną, obrażając się gdy informujemy ich, że nie rozdajemy leków. Jednakże takie przypadki są sporadyczne. Większość potrzebujących to mili, sympatyczni, wdzięczni ludzie.

— Współpracujecie z innymi instytucjami?

— Współpracujemy z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Bartoszycach oraz Polskim Czerwonym Krzyżem. Wszystko po to, by nie dublować się w swoim działaniu. Obecnie przygotowujemy się do kolejnej służby, czyli dystrybucji żywności dla potrzebujących objętych opieką MOPS.

— Jak wyglądają kwestie bezpieczeństwa harcerzy biorących udział w akcjach?

— Pierwszą rzeczą było szkolenie BHP zorganizowane w formie on line. Kolejno ustaliliśmy zasady bezpieczeństwa, czyli zasadę służby bezkontaktowej. Harcerze muszą służyć tak, by nie mieć żadnego kontaktu.

Pieniądze na zakupy otrzymujemy w kopertach wraz z listą zakupów. Z potrzebującymi kontaktujemy się telefonicznie za pomocą ustalonego hasła. Ważne, żeby zawsze u dyspozytora naszego numeru alarmowego potwierdzić imię i nazwisko wolontariusza oraz specjalne dedykowane każdemu przypadkowi hasło. Musimy uważać na oszustów, którzy wezmą pieniądze od seniorów i nigdy więcej się nie pokażą.

Pełnoletni harcerze pełniący służbę każdorazowo dezynfekują dłonie i używane przedmioty, noszą rękawiczki i maseczki. Wolontariusze zawsze mają na sobie emblemat Związku Harcerstwa Polskiego.

— Ostatnio przekazaliście maseczki do szpitali w Bartoszycach i Biskupcu. Zapotrzebowanie jest duże?

— Ono ciągle wzrasta. Chcemy, aby maseczki dotarły do jak największej liczby instytucji i szpitali. Dziękujemy wszystkim, którzy przekazują nam materiał: Infinity Group, BRW Comfort, Nowa Mazur, Karol, Intarsja PPUH Lech Woronowski, Elżbieta Zabłocka. Ogromnie wspiera nas DPS w Kamińsku, gdzie maseczki są szyte.

Maseczek ciągle brakuje. Zgłaszają się placówki pocztowe, służby, szpitale. Większość maseczek szyją pojedyncze osoby. Chętnie przygarniemy kolejny materiał: fizelinę, bawełnę, troczki, gumki.

— Co dzieje się z niepełnoletnimi harcerzami, z zuchami? Dla swoich najmłodszych podopiecznych też przygotowaliście, wzorem e-nauki, jakąś ofertę internetową?

— Tak długa przerwa mogłaby spowodować odejście wielu członków. Dlatego harcerstwo przenieśliśmy do internetu. Narady z wychowawcami organizuję w platformie Teams. Drużynowi przesyłają zadania na stopnie i sprawności harcerskie do harcerzy i zuchów, a następnie wysyłają efekty pracy. Kreatywność naszych drużynowych nie zna granic. Powstają quizy, rebusy, krzyżówki, filmy, piosenki, teledyski i wiele innych.

Dla najmłodszych zuchów i harcerzy organizowane są czytanki. Wszystko po to, by nasi podopieczni nie zapomnieli o harcerstwie i trochę oderwali się od natłoku szkolnych obowiązków.

— W obliczu pandemii widać wiele gestów pomocy: ludzie szyją maseczki, robią zakupy osobom starszym. Czy po wszystkim wciąż będziemy mieli dla siebie nawzajem tyle empatii, czy po prostu szybko zapomnimy o koronawirusie i znowu będziemy patrzeć na czubki własnych nosów?

— Chciałbym mieć wiarę, że ta sytuacja zmieni coś w narodzie. Pandemia to nasz taki pierwszy w XXI wieku sprawdzian z postaw obywatelskich. Mam nadzieję, że go zaliczymy, a nauka z tego nie pójdzie w las. Chociaż z tym może być różnie. Przecież mamy dookoła siebie mnóstwo sąsiadów, a seniorzy i tak dalej w wielu przypadkach są pozostawieni sami sobie. Czas to zweryfikuje. My natomiast wykonujemy nasze zadania, by pokazać społeczeństwu wzór.

— Czy pandemia koronawirusa zmieni coś w późniejszych działaniach bartoszyckiego hufca?

— Już zmieniła. Corocznie organizowaliśmy obozy, które w tym roku nawet jeśli się odbędą, to w minimalnym składzie. To destabilizuje pracę wychowawczą. Od strony finansowej też będzie ciężko, bo utrzymywać nas będzie składka członkowska. Utrzymywaliśmy się z wynajmu bazy obozowej, która może pozostać pusta. Nie zarobimy na organizację biura, na kursy, kształcenie i program.

Panujemy jednak nad tym i szukamy planu B. Wychowawczo drużynowi będą mieli po powrocie ręce pełne roboty, ale to młodzi i zdolni ludzie. Wierzę w nich. Bez nich harcerstwo by nie istniało. To ciężki okres, z którym wszyscy musimy się zmierzyć.

kwk

Źródło: Gazeta Olsztyńska

2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5