W domu nie trzymam alkoholu

2019-01-26 14:00:00(ost. akt: 2019-01-26 10:48:42)
Trzeba wziąć butelkę, otworzyć ją i dopiero można pić. Po co więc mam ją brać w ręce? Niech sobie stoi na tej półce w sklepie.

Trzeba wziąć butelkę, otworzyć ją i dopiero można pić. Po co więc mam ją brać w ręce? Niech sobie stoi na tej półce w sklepie.

Autor zdjęcia: Archiwum GO/Zbigniew Woźniak

ROZMOWA\\\ Nie walczę z alkoholem, bo z nim przegram. A jak nie przegrać? Wystarczy unikać zagrożenia — mówi niepijący od lat alkoholik. Dzisiaj opowiada o zasadach, jakich powinien przestrzegać ktoś, kto chce utrzymać się w abstynencji.
Poprzednią rozmowę skończyliśmy na zdaniu, że aby utrzymać się w trzeźwości, musisz przestrzegać kilku prostych zasad. Jakie to zasady?
— To choćby unikanie miejsc, ludzi i sytuacji, w których występuje alkohol. Co ciekawe, jeszcze podczas terapii twierdziłem, że przestrzeganie tej zasady nie jest możliwe. Usłyszałem wtedy, że po wyjściu z terapii mam unikać miejsc, w których piłem, a przecież piłem wszędzie, nie wyłączając cmentarza i kościoła. Terapeutka uświadomiła mi jednak, że wśród tych miejsc mam przecież swoje ulubione. W moim przypadku były to okolice sklepów z alkoholem blisko mego domu.

— Przestałeś tam chodzić?
— Nie od razu. Jak wielu moich niepijących przyjaciół, na początku dosłownie coś mnie tam ciągnęło. To było przyzwyczajenie i pewien rytuał kultywowany przez długie lata. W czasach kiedy piłem, w niepisanym planie mojego dnia była wizyta w tych sklepach. Oczywiście moc przyciągającą miał nie tylko obiekt, ale też towarzystwo. Po opuszczeniu szpitalnych murów co najmniej kilkanaście razy poszedłem do tych sklepów i rozmawiałem z kolegami raczącymi się piwem. Po latach wiem, że było to nie do końca świadome zostawianie sobie otwartej furtki na wypadek tego, że kiedyś może się znów napiję. Ponieważ jednak po tych wizytach czułem się nieswojo, w pewnym momencie przestałem tam chodzić. Początkowo trochę na siłę, bo chciałem tam iść i zmuszałem się, by jednak tego nie robić. Takie wizyty i kontakt z pijącymi kolegami powodują objawy głodu alkoholowego. Wtedy naprawdę trzeba się spinać, aby po niego nie sięgnąć.

— Zerwałeś kontakty z kolegami?
— Nie zerwałem ich mówiąc im, że od teraz już ich nie znam. Z biegiem czasu nasze kontakty same się urwały. Nie jest tak, że omijam tych kolegów szerokim łukiem. Mówimy sobie "cześć", czasem rozmawiamy, lecz dziś już nie mamy wspólnych tematów i rozmowa szybko się kończy. O czym mogę rozmawiać z pijącym kolegą, skoro głównym tematem naszych dawnych rozmów było to, jak żeśmy się uchlali poprzedniego dnia? O tym głównie takie towarzystwo rozmawia, przy okazji obrabiając jeszcze tyłek paru znajomym, których akurat nie ma. Już na terapii uświadomiłem sobie z pomocą terapeutki, że poziom intelektualny tych rozmów był tak wysokich lotów, że aż przerażał. Mówię to sarkastycznie. Tematyka owych rozmów dziś wzbudza we mnie politowanie.

— Koledzy od razu tobie odpuścili?

— Do pewnego czasu wykazywali jeszcze zainteresowanie. Pojawiały się pytania, jak długo nie piję. Pytano mnie, kiedy znów zacznę. Niektórzy, słysząc, że to już dwa lub więcej lat, mówili, że teraz to już chyba mogę wypić. Kiedy jednak po raz kolejny odmawiałem, patrzyli ze zdziwieniem. Z biegiem lat uznali mnie już za straconą jednostkę. Zrezygnowali i z zadawania pytań, i namawiania. Kilku z nich już nie żyje. Inni sami mnie omijają, abym ich nie zaraził niepiciem (śmiech).


— Czy w związku z zerwaniem kontaktów nie poczułeś się samotny?
— Samotności bardzo się obawiałem. To dlatego początkowo starałem się nadal spotykać starych znajomych. Człowiek jest przecież stadną istotą. Zacząłem jednak chodzić na mitingi wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Teraz w tym gronie są moi najlepsi znajomi i przyjaciele, a część z nich to ci sami ludzie, z którymi kiedyś piłem, bo przecież nie jestem jedynym, który przestał pić alkohol.

— Mamy więc miejsca i osoby, których trzeba unikać. A sytuacje?

— Tu sprawa jest nieco trudniejsza. Nie da się uniknąć wszystkich sytuacji, w których alkohol się pojawia. To choćby rodzinne przyjęcia, wesela, festyny. O ile na festyn można po prostu nie iść, to z weselami już tak łatwo nie jest (śmiech). Do obecności zobowiązują rodzinne relacje, jesteś chrzestnym pana młodego lub panny młodej. Mnie na szczęście pierwsze z wesel "trafiło", gdy nie piłem już około 3 lat. Potrafiłem spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy. Dzięki temu dokonałem "epokowego" odkrycia: na weselu jest duża grupa gości, którzy nie piją! Z przeróżnych powodów: przyjechali autem, biorą leki, nie lubią, nie chcą. Gdy piłem, najnormalniej w świecie takich osób nie widziałem. Jak miałem je widzieć, skoro mnie nie interesowały? Świat zmienił się też na tyle, że nikt nie namawiał mnie do picia i nie pytał, dlaczego nie piję. Nikt nie podszedł do mnie ze słynnym "co, ze mną się nie napijesz?!".

— Ale na weselach alkoholu jest w bród. Jak to wytrzymywałeś?
— Było to dość trudne doświadczenie. Pojawił się u mnie "żal po stracie". Po kilku dniach miałem sny alkoholowe tak realne, że budziłem się z kacem i suchością w ustach, a zorientowanie się gdzie jestem zajmowało dobrych parę sekund. Wesele, przyjęcie czy podobna sytuacja jest jednak zaplanowana i można się do niej w pewien sposób przygotować. Idę tam i wiem, że będzie alkohol. Czasem jednak idziesz gdzieś, gdzie teoretycznie alkoholu być nie powinno, a na miejscu okazuje się, że jest. W dodatku dużo i za darmo.
PRZECZYTAJ KONIECZNIE: Zrozumiałem, że jestem na dnie

Zrozumiałem, że jestem na dnie


— Co wtedy?
— Trzeba sobie zadać pytanie, czy chcę tam być i czy muszę. Jeśli nie, to po prostu odchodzę. To prawda, że to ucieczka, lecz na pewno lepsze wyjście niż zapicie. Z alkoholem nie wygram, o czym się przekonałem. Jaki jest więc sposób, aby nie przegrać? W ogóle nie walczyć. Nie wchodzić na ring.

— Dobrze zrozumiałem, że nie jesteś przeciwnikiem alkoholu?
— Pewnie, że nie jestem. On był, jest i będzie. W sklepie, w restauracji, na weselu. Jest takie powiedzenie, że alkohol przez szkło nie szkodzi. Trzeba wziąć butelkę, otworzyć ją i dopiero można pić. Po co więc mam ją brać w ręce? Niech sobie stoi na tej półce w sklepie. Jak już wezmę alkohol, to może się okazać, że go wypiję. No to go nie biorę. Mimo ponad 10 lat abstynencji, nie trzymam też alkoholu w domu. Nie jest mi potrzebny. Gdybym go miał, to w sytuacji złego nastroju, jakiejś rodzinnej tragedii, kłótni mogłoby się okazać, że nagle jest potrzebny i mógłbym po niego sięgnąć. Ktoś powie, że przecież można go kupić. Tak, lecz trzeba wyjść z domu, przejść lub przejechać kilkaset metrów lub kilka kilometrów. Ta droga daje czas na zmianę decyzji. W kilku sytuacjach to, że nie miałem alkoholu w domu naprawdę mnie uratowało. Moi bliscy to rozumieją i nie przynoszą alkoholu do domu.

— Są jeszcze inne zasady pozwalające żyć w trzeźwości?
— Wymieniłem tylko te najprostsze. Jest też całe mnóstwo innych, cała filozofia życia, zwłaszcza duchowego. Nie trzeba jej znać od początku życia w trzeźwości. Poznaje się ją w sposób naturalny z biegiem lat. Powiem jeszcze o czymś, co nazywa się programem HALT, od angielskich słów: hungry, angry, lonely, tired (głodny, zły, samotny, zmęczony — red.). Wymaga on pewnej samodyscypliny. W uproszczeniu polega na tym, by w codziennym życiu nie być głodnym, rozgniewanym, samotnym i zmęczonym. O samotności trochę już mówiłem. Staram się też nie wychodzić z domu, jeśli nie zjem posiłku lub przynajmniej nie wypiję herbaty lub soku, bo pusty żołądek alkoholika domaga się... alkoholu. Staram się nie powodować u siebie stresu nakładaniem na siebie zbyt dużej ilości zadań do wykonania. Próbuję też nie przemęczać się. Zmęczenie występuje, ale nie może być ponad miarę przedłużane. Trzeba odpoczywać. Ten program polecam też osobom, które nie mają problemu z alkoholem.

ANDRZEJ GRABOWSKI
a.grabowski@gazetaolsztynska.pl

Czytaj e-wydanie

Pochwal się tym, co robisz. Pochwal innych. Napisz, co Cię denerwuje. Po prostu stwórz swoją stronę na naszym serwisie. To bardzo proste. Swoją stronę założysz klikając " Tutaj ". Szczegółowe informacje o tym czym jest profil i jak go stworzyć: Podziel się informacją:

">kliknij

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. mm #2670161 | 176.97.*.* 27 sty 2019 09:57

    Alkohol jak pokocha to ciężko go zostawić ,alkohol jest zaborczy i wtedy zostajesz sam .

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz

  2. Pom #2670095 | 37.248.*.* 27 sty 2019 01:05

    Moja św. pamięci babcia mawiała, że ,,wódka jest dla mądrych ludzi". Zawsze się za takiego uważałem. Wiele woody musiało upłynąć zanim to pojąłem. Wytrwałości.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz

  3. Córka byłego a..... #2669929 | 83.6.*.* 26 sty 2019 16:22

    Oby tak dalej:-) z alkoholem się nie wygra.Lubie czytać te wypowiedzi.Alkohol ....nic dobrego.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) odpowiedz na ten komentarz

2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5